<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Bogusław Kowalski &#187; Blog</title>
	<atom:link href="http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;cat=3" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.boguslawkowalski.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 12 May 2012 09:54:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Ukraina na rosyjskim garnuszku</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1090&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=ukraina-na-rosyjskim-garnuszku</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1090#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 May 2012 09:54:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1090</guid>
		<description><![CDATA[Po wielu latach negocjacji Ukraina i Unia Europejska parafowały umowę stowarzyszeniową. Niby jest to istotny krok w przybliżaniu się naszego wschodniego sąsiada do zachodniej wspólnoty gospodarczej. Ale termin ostatecznego jej podpisania i następnie ratyfikowania przez  parlamenty obu stron nie jest znany. Sytuację komplikuje stanowisko władz Unii, które oprócz żądania reform<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1090"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po wielu latach negocjacji Ukraina i Unia Europejska parafowały umowę stowarzyszeniową. Niby jest to istotny krok w przybliżaniu się naszego wschodniego sąsiada do zachodniej wspólnoty gospodarczej. Ale termin ostatecznego jej podpisania i następnie ratyfikowania przez  parlamenty obu stron nie jest znany. Sytuację komplikuje stanowisko władz Unii, które oprócz żądania reform gospodarczych także otwarcie ingerują w wewnętrzne sprawy polityczne. Podpisanie umowy uzależnia się od zaprzestania umotywowanego politycznie prześladowania opozycji i uwolnienia Julii Tymoszenko i Jurija Łucenki, którzy według Brukseli są więźniami politycznymi. W praktyce zamraża to proces integracji Ukrainy z Zachodem i daje czas Rosji na pełne podporządkowanie gospodarcze i polityczne Kijowa. Tak jak to się już stało z Białorusią.</p>
<p><strong>Czym płacić za gaz?<a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/05/Wiktor_Janukowycz_zostal_3951284.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1091" title="Wiktor_Janukowycz_zostal_3951284" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/05/Wiktor_Janukowycz_zostal_3951284-300x206.jpg" alt="" width="300" height="206" /></a></strong></p>
<p>Według najnowszego raportu Ośrodka Studiów Wschodnich sytuacja finansowa Ukrainy w ostatnich miesiącach uległa gwałtownemu pogorszeniu. Głównym problemem są wysokie ceny gazu, którego zużycie nad Dnieprem jest bardzo duże. W 2011 r. wyniosło ono 44 mld m3, ( dla porównania w Polsce ok. 14 mld m3) z tego zdecydowaną większość, bo 63,5 proc. zużywają gospodarstwa domowe i komunalne elektrociepłownie. Dlatego płynność dostaw, jak i koszty dla odbiorcy to ze względów społecznych bardzo drażliwy problem. Poza niewielkim własnym wydobyciem głównym dostawcą jest rosyjski Gazprom. Ceny gazu na światowych rynkach są bardzo wysokie. Ukraina nie otrzymała dotąd zniżek, o które występuje i płaci średnie europejskie stawki. W drugim kwartale 2012 r. jest to 426 dolarów za 1000 m3. Cena gazu jest powiązana z ceną ropy naftowej i obecnie wynosi ok. 30 proc. więcej niż rok temu.</p>
<p>Dla Ukrainy rodzi to bardzo poważne problemy. Biedne społeczeństwo nie jest w stanie płacić tak dużo za gaz, który dodatkowo jest w znacznym stopniu marnotrawiony, gdyż instalacje są w tragicznym stanie technicznym. Prezydent Wiktor Janukowycz zdradził, że dla uregulowania zobowiązań wobec Gazpromu Ukraina musi miesięcznie pożyczać pół miliarda dolarów. W ten sposób pogłębia się deficyt handlowy, maleją rezerwy walutowe i pojawiają się problemy z obsługą długu publicznego. Ze względu na brak zaawansowanych reform gospodarczych i osadzenie w więzieniu opozycyjnych polityków Międzynarodowy Fundusz Walutowy zawiesił współpracę z rządem w Kijowie. A to spowodowało, że dla władz ukraińskich  jedynym dostępnym źródłem finansowania są rosyjskie pożyczki.  29 marca państwowy koncern Naftohaz wystąpił o kredyt w rosyjskim Gazprombanku w wysokości 2 mld USD, na okres 7 lat. Tym samym przyznając, że nie ma środków na bieżące opłacenie dostaw gazu. W tej sytuacji uzależnienie finansowe, a w konsekwencji i polityczne Ukrainy od Rosji musi się powiększać. Analitycy OSW przewidują, że „w przypadku znaczącego pogorszenia się sytuacji gospodarczej może to doprowadzić do przejęć ukraińskich przedsiębiorstw przez kapitał rosyjski”.<strong> </strong></p>
<p><strong>Gra prawami człowieka</strong></p>
<p>Czołowi politycy unijni oraz  zachodnie media w relacjach z Ukrainą eksponują obecnie przede wszystkim kwestie naruszania praw człowieka i łamania zasad demokracji. Niewątpliwie nie jest to kraj o wysokich standardach w tym zakresie. W skazaniu Julii Tymoszenko i niektórych wysokich urzędników z jej rządu są motywy polityczne związane z chęcią utrzymania władzy przez obecną ekipę. Ale z drugiej strony czy te standardy odbiegają od tego co się dzieje w wielu krajach będących sojusznikami Zachodu w innych częściach świata? Twarde łączenie pomocy gospodarczej z ingerencją w wewnętrzne sprawy polityczne i uzależnianie jej od przeprowadzenia reform w tym zakresie jest polityką z góry skazaną na niepowodzenie. Obok jest bowiem Rosja i nieco dalej Chiny, które chętnie udzielą pomocy bez stawiania jakichkolwiek warunków politycznych. Rządy tych krajów dobrze wiedzą, że zacieśnienie więzów współpracy gospodarczej i powiązanie finansowe mniejszych państw w dalszej konsekwencji uzależni je także politycznie.</p>
<p>Polityka unijna w stosunku do Ukrainy powtarza te same błędy, jakie popełniono wobec Białorusi. Bezpośrednie uzależnienie współpracy gospodarczej od zmian politycznych ułatwiło tylko Rosji przejęcie kontroli nad strategicznymi segmentami białoruskiej gospodarki. Chyba, że właśnie o to chodzi. Że nastąpił cichy podział Europy na strefy wpływów i na Bugu mamy ich nową granicę? Wtedy podkreślanie łamania na Ukrainie praw człowieka i zasad demokracji to dla Zachodu wygodne alibi kryjące rzeczywistą bierność i respektowanie nowych reguł gry. Jeśli nawet tak jest to zdumiewa zachowanie naszego rządu, który wykazuje dużą aktywność w utrwalaniu tego stanu rzeczy. Wszak Polska po drugiej stronie nowego kordonu ma żywotne interesy związane chociażby z mieszkającymi tam Rodakami i dziedzictwem naszej kultury. Rzekomo aspirujemy do kreowania polityki UE wobec regionu, a w rzeczywistości tylko przyklepujemy to co inni wymyślili i uzgodnili. Czy naprawdę tylko na to nas stać? </p>
<p><strong>Bogusław Kowalski    </strong> </p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela”, nr 17/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1090</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dług rośnie</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1083&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=dlug-rosnie</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1083#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 22:08:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1083</guid>
		<description><![CDATA[Premier i minister finansów mówiąc o polskiej gospodarce bardzo często powołują się na wzrost Produktu Krajowego Brutto (PKB). W ostatnich latach jego wartość rosła. Na tle pozostałych krajów UE był to przyrost na przyzwoitym poziomie, chociaż daleki od rozwoju np. Chin. Ale rzetelny obraz całości wymaga wskazania jeszcze paru innych<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1083"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Premier i minister finansów mówiąc o polskiej gospodarce bardzo często powołują się na wzrost Produktu Krajowego Brutto (PKB). W ostatnich latach jego wartość rosła. Na tle pozostałych krajów UE był to przyrost na przyzwoitym poziomie, chociaż daleki od rozwoju np. Chin. Ale rzetelny obraz całości wymaga wskazania jeszcze paru innych elementów. Jednym z najważniejszych jest poziom zadłużenia państwa. Niestety w ubiegłym roku nastąpił jego znaczący przyrost. A łączny poziom długu znacznie ogranicza możliwości rozwojowe i stanowi poważne zagrożenie na przyszłość. Co najgorsze nie ma programu działań, które miałyby to zmienić.</p>
<p><strong>Zbliżamy się do biliona złotych długu   <a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/05/drożyzna.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1084" title="drożyzna" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/05/drożyzna-300x171.jpg" alt="" width="300" height="171" /></a></strong></p>
<p>Wszystko wskazuje na to, że za rządów PO-PSL nastąpi podwojenie zadłużenia Polski. Na koniec 2007 roku, gdy władzę przejmował Donald Tusk dług publiczny wynosił 527,4 mld zł. Po pełnych czterech latach kwota ta wzrosła o ok. 63 proc. i na koniec 2011 r. wyniosła prawie 860 mld zł. W tym tempie już w przyszłym roku otrzemy się o granicę okrągłego biliona złotych, a za tej kadencji dług publiczny zostanie podwojony. Co gorsza ponad 30 proc. zostało zaciągnięte w walutach obcych. Przede wszystkim w euro (21,4 proc.), ale też w dolarach, frankach szwajcarskich i jenach. A to oznacza, że jego wartość może gwałtownie wzrosnąć, gdyby kurs złotówki do tych walut osłabł. Może oczywiście być także odwrotnie, ale tendencja ostatnich kilku lat wskazuje raczej na wzmacnianie się dolara, euro i franka w stosunku do polskiej waluty. Dodatkowo zwiększa to ryzyko destabilizacji naszych finansów związanych ze spekulacjami na rynkach walutowych.</p>
<p>Średnia zapadalność rządowych obligacji, bonów skarbowych i kredytów wynosiła w ubiegłym roku 5,45 lat. Oznacza to, że w takim terminie trzeba będzie spłacić większość długu, albo zaciągnąć następny na jego pokrycie. Rolowanie starych i zaciąganie nowych długów oznacza, że narasta ciężar jego bieżącej obsługi. W 2011 r. kwota samych tylko odsetek i prowizji przekroczyła 38 mld zł. Aby je zapłacić ministrowi finansów nie wystarczył cały podatek dochodowego od firm (CIT), z którego wpłynęło do budżetu 31,7 mld zł. Jest to kwota równa mniej więcej dwuletnim nakładom państwa na budowę autostrad oraz dróg ekspresowych i to w szczytowym okresie. A przecież większy dług oznacza też wyższe odsetki. Pętla powoli się zaciska.</p>
<p><strong>Jak finansować inwestycje?   </strong></p>
<p>W tym kontekście coraz bardziej palącym pytaniem staje się kwestia finansowania inwestycji infrastrukturalnych. Dla wszystkich jest oczywiste, że powstałe w ostatnich latach odcinki szybkich dróg, czy modernizacje na kolei, to tylko wstęp do tego co Polska potrzebuje, aby stać się nowoczesnym krajem. Zresztą Europa też nie zamierza stać w miejscu. Komisja Europejska wyliczyła, że wszystkie kraje członkowskie na infrastrukturę transportową będą potrzebowały do 2020 r. aż 2,5 tryliona euro. A Grecja jest przestrogą także pod tym względem. Jej problemy wynikają z niewydolnego systemu fiskalnego i złego zarządzania pieniędzmi publicznymi, w tym finansowania dużych inwestycji. Warto przypomnieć, że w ostatniej dekadzie odbywały się tam dwie wielkie imprezy sportowe: Igrzyska Olimpijskie i Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Na ich potrzeby wybudowano tam wiele obiektów sportowych i transportowych. W pierwszych latach znacząco nakręciło to koniunkturę, ale potem przyszedł kryzys i krach związany z nadmiernym zadłużeniem zaciągniętym m.in. na wybudowanie tych obiektów. Co zrobić, aby scenariusz ten nie powtórzył się w Polsce?</p>
<p>Kapitał prywatny zamiast bez większego wysiłku kupować rządowe obligacje i bogacić się na odsetkach musi być zaangażowany bezpośrednio w różne projekty gospodarcze i brać na siebie część ryzyka związanego z ich ewentualnym niepowodzeniem. Państwo musi stworzyć do tego właściwe  mechanizmy i odpowiednio przebudować oraz wyszkolić swoją administrację, która będzie w stanie zawierać stosowne umowy i je egzekwować. Bez tego czeka nas inwestycyjna stagnacja. Gdyż granica dopuszczalnego zaciągania długów przez władze różnych szczebli już została przekroczona.</p>
<p>Przede wszystkim potrzebna jest konsekwentna, wieloelementowa polityka państwa. Duże inwestycje infrastrukturalne muszą być zespolone z pobudzeniem gospodarki, rozwijaniem nowoczesnych technologii i  edukacji, a w konsekwencji tworzeniem nowych miejsc pracy.  Wybudowanie autostrady i stadionu nie załatwia sprawy. Po zakończeniu inwestycji obiekty te same z siebie nie będą generowały dochodów i nie stworzą zatrudnienia. To są tylko narzędzia, którymi trzeba się odpowiednio posługiwać, aby pobudzić trwały rozwój gospodarczy. Trzeba zadbać, aby przez nowoczesne szlaki transportowe szedł jak największy międzynarodowy tranzyt i wypracować sposoby zarabiania na nim. Trzeba mieć pomysły na stałe wykorzystanie stadionów itd. Bez tego zostaną nam w miarę nowoczesne obiekty świecące pustkami i długi do spłacenia zaciągnięte na ich wybudowanie.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski  </strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela”, nr 16/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1083</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Katastrofa jak wyrzut sumienia</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1080&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=katastrofa-jak-wyrzut-sumienia</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1080#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Mar 2012 16:24:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>
		<category><![CDATA[Bogusław Kowalski]]></category>
		<category><![CDATA[katastrofa kolejowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1080</guid>
		<description><![CDATA[Nic co zostało stworzone przez człowieka nie jest doskonałe. Ta reguła dotyczy też systemu kolejowego. Uchodzący za najbezpieczniejszą formę transportu ostatnio zbyt często przypomina, że może też prowadzić do śmierci. To co się stało w sobotnią noc pod Szczekocinami przywołuje sceny z filmów katastroficznych. Z tą różnicą, że tam to<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1080"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/szczekociny.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1081" title="szczekociny" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/szczekociny-300x209.jpg" alt="" width="300" height="209" /></a>Nic co zostało stworzone przez człowieka nie jest doskonałe. Ta reguła dotyczy też systemu kolejowego. Uchodzący za najbezpieczniejszą formę transportu ostatnio zbyt często przypomina, że może też prowadzić do śmierci. To co się stało w sobotnią noc pod Szczekocinami przywołuje sceny z filmów katastroficznych. Z tą różnicą, że tam to był wymysł twórców, a tu rzeczywistość. I chociaż jak wszystko wskazuje nie obyło się to bez błędów ludzkich to jednak człowiek jest tu tylko częścią rozbudowanego administracyjnie i zaawansowanego technologicznie systemu. Wskazanie bezpośredniej winy dyżurnego ruchu nie zwalnia z pytań o sprawność tego systemu, który powinien funkcjonować na tyle wydajnie, aby nie dopuszczać do tego typu błędów i katastrof. </p>
<p><strong>Co mówią statystyki?</strong></p>
<p>W 2010 roku w wypadkach drogowych zginęło 3 902 osoby, a i tak był to rok wyjątkowo korzystny, gdyż w latach wcześniejszych było to znacznie powyżej 4 tys. Natomiast w ruchu kolejowym takich ofiar w tym samym okresie było w Polsce 283. To pokazuje wielką dysproporcję na korzyść kolei, która na tej podstawie słusznie zasługuje na miano najbezpieczniejszego środka transportu. Oczywiście dla pełnego obrazu należałoby jeszcze zestawić wielkość ruchu ze zwróceniem uwagi na to ilu jest jednostkowych użytkowników. Przy uwzględnieniu tych czynników dysproporcje trochę by się zmniejszyły, ale nie na tyle znacząco, aby nie doceniać zalet kolei. Zwłaszcza, że w liczbie ofiar wypadków kolejowych tylko 13 (!) to pasażerowie i kolejarze razem wzięci. Przygniatająca pozostała większość to osoby nie korzystające z tego rodzaju transportu, które zginęły albo w wypadkach na przejazdach kolejowych, albo korzystające z „dzikich” przejść przez tory.</p>
<p>Jednak zestawienie tych danych z tym co ma miejsce w innych krajach europejskich pokazuje nasze słabości. Otóż pod względem stanu bezpieczeństwa na torach jesteśmy na szarym końcu UE. W Niemczech, które mają o wiele większą sieć kolejową i jeździ tam zdecydowanie więcej pociągów wszystkich ofiar w 2010 r. odnotowano tylko 146. W Hiszpanii, która pod względem wielkości przewozów po szynach może być porównywalna z Polską w tym samym roku zginęło tylko 28 osób, a więc dziesięciokrotnie (!) mniej. Co gorsza w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z nasileniem się poważnych wypadków kolejowych. Zaledwie pół roku przed tragedią pod Szczekocinami wykoleił się pociąg w Babach k. Piotrkowa Trybunalskiego. Czy z tamtego doświadczenia wyciągnięte zostały należyte wnioski? Czy uznając błąd maszynisty za bezpośrednią przyczynę wypadku zbyt łatwo nie rozgrzeszono sprawności funkcjonowania całego systemu?</p>
<p><strong>Za bezpieczeństwo odpowiada państwo   </strong></p>
<p>W tym kontekście trzeba jeszcze raz przypomnieć tę oczywistą prawdę. Obywatele, w tym użytkownicy kolei, mają prawo ufać państwu, które zostało powołane i jest opłacane z podatków, że zapewni odpowiedni standard bezpieczeństwa. Ma ono do dyspozycji prawo i służby powołane do jego egzekwowania. Co w tym przypadku szczególnie istotne normy prawne oparte są o wieloletnie doświadczenia bardzo często podparte utratą życia lub cierpieniem ofiar wielu wcześniejszych katastrof. A od służb odpowiedzialnych za wymuszenie praktycznego stosowania tych norm oczekuje się, że będą działały przede wszystkim przed ewentualnym wypadkiem zapobiegając mu. W Polsce organem państwa odpowiedzialnym za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym jest centralny Urząd Transportu Kolejowego (UTK). Lista jego kompetencji w tym zakresie jest bardzo długa. Każdy zainteresowany może ją przeczytać na oficjalnej stronie internetowej urzędu. Są wśród nich m.in. sprawowanie nadzoru nad uzyskiwaniem wymaganych kwalifikacji i wykonywaniem obowiązków przez pracowników bezpośrednio związanych z prowadzeniem i bezpieczeństwem ruchu na liniach kolejowych, pracowników prowadzących pojazdy kolejowe oraz podejmowanie działań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa w transporcie kolejowym.</p>
<p>Dlatego muszą paść pytania o jakość pracy tej instytucji nadzorowanej bezpośrednio przez premiera do spółki z ministrem transportu. To dobrze, że po katastrofie UTK zarządziło przeprowadzenie kompleksowej kontroli procedur bezpieczeństwa stosowanych na polskiej sieci kolejowej oraz procesu szkolenia. Ale dla wzmocnienia zaufania obywateli do państwa o wiele ważniejsza jest odpowiedź na pytanie co UTK zrobiło przed katastrofą? Jakie wnioski wyciągnęło i wdrożyło w życie po ubiegłorocznym wypadku w Babach oraz zderzeniu pociągów na Pomorzu? Trzeba też zadać pytanie o jakość nadzoru nad pracą, jak się okazuje bardzo ważnego urzędu ze strony szefa rządu i jego zaufanego ministra. Dlaczego od ponad dwóch miesięcy UTK nie ma szefa i na samej górze utrzymywany jest stan tymczasowości? Wiadomo, że w takich warunkach żadna instytucja nie będzie dobrze pracowała. Jak widać taka nonszalancja może w dalszej konsekwencji prowadzić do narażenia na szwank życia i zdrowia podróżnych. I wreszcie, czy przy takich zaniedbaniach obywatel może mieć zaufanie do państwa, że należycie troszczy się o jego bezpieczeństwo? Te pytania słychać już z wielu stron. Tym razem jednak nie mogą pozostać bez odpowiedzi. A nie jest nią areszt dla dyżurnego ruchu. </p>
<p><strong>Jak reformować kolej?     </strong></p>
<p>Trzeba też na nowo przemyśleć sposób organizacji, finansowania i zarządzania całym systemem. Transport to jak najbardziej działalność gospodarcza, która musi podlegać rygorom ekonomii. Trzeba dążyć do wprowadzania konkurencji tam, gdzie to jest możliwe bo to jedyny sposób na efektywność systemu, finansowanego przecież głównie ze środków publicznych. Ale nie może się to odbyć bez znaczącego zaangażowania państwa, które w takich sytuacjach jak pod Szczekocinami nie uniknie odpowiedzialności i nikt w zagwarantowaniu odpowiednich standardów go nie zastąpi. Jeśli chcemy jeździć szybko, wygodnie, ale i bezpiecznie bez zaangażowania poważnych funduszy publicznych się to nie obędzie. Wielkim politycznym błędem była decyzja rządu o przesunięciu ok. 5 mld zł pieniędzy unijnych z inwestycji kolejowych na drogowe. Na szczęście Komisja Europejska jeszcze nie wyraziła na to zgody i chyba w świetle ostatnich katastrof takiej zgody nie da. Ale czy w Brukseli wiedzą lepiej co jest potrzebne nad Wisłą niż w Warszawie? Blamaż rządu jest tu oczywisty i szkoda, że dotąd sam się z tego nie wycofał.</p>
<p>Drugie pytanie dotyczy planów prywatyzacji spółek kolejowych. Czy nie idą one za daleko? W Wielkiej Brytanii swego czasu przekazano w prywatne ręce wszystkie części składowe systemu kolejowego włącznie z zarządcą infrastruktury Railtrack. Jednak ten komercyjny podmiot zaczął oszczędzać na wydatkach na bezpieczeństwo. Doprowadziło to do serii katastrof kolejowych i w efekcie rząd dokonał ponownej nacjonalizacji infrastruktury. Sytuacja ta nieco przypomina obecną sytuację w Polsce. Co prawda nasz zarządca torów &#8211; PKP Polskie Linie Kolejowe – pozostaje w rękach państwa, ale rodzi się pytanie czy forma prawna spółki akcyjnej działającej w oparciu o kodeks handlowy z obowiązkiem stałej troski o wynik finansowy jest właściwa dla tego typu działalności?</p>
<p>System transportowy podlega przemianom pod wpływem różnych doświadczeń, w tym katastrof i związanych z tym ofiar. To jedyna pozytywna rzecz jaką możemy zrobić, aby uczcić ich pamięć. Nie zmarnujmy tej szansy. </p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela”, nr 12/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1080</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiek emerytalny to nie czarodziejska różdżka</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1075&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wiek-emerytalny-to-nie-czarodziejska-rozdzka</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1075#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 22:07:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>
		<category><![CDATA[Bogusław Kowalski]]></category>
		<category><![CDATA[wiek emerytalny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1075</guid>
		<description><![CDATA[Premier Donald Tusk przystąpił do propagandowej ofensywy, która ma nas przekonać, że podniesienie wieku emerytalnego, chociaż bolesne, jest konieczne. Straszy nas perspektywą bankructwa ZUS-u i głodowymi emeryturami. Przyczyną tego stanu rzeczy ma być to, że żyjemy coraz dłużej i coraz więcej spośród nas pobiera świadczenia, słaby przyrost naturalny oraz problemy<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1075"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/wiek-emerytalny.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1076" title="wiek emerytalny" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/wiek-emerytalny-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Premier Donald Tusk przystąpił do propagandowej ofensywy, która ma nas przekonać, że podniesienie wieku emerytalnego, chociaż bolesne, jest konieczne. Straszy nas perspektywą bankructwa ZUS-u i głodowymi emeryturami. Przyczyną tego stanu rzeczy ma być to, że żyjemy coraz dłużej i coraz więcej spośród nas pobiera świadczenia, słaby przyrost naturalny oraz problemy finansów publicznych, które wyczerpują możliwości zadłużania się. Nie negując tych argumentów trzeba jednak podkreślić, że wydolność systemu emerytalnego zależy przede wszystkim od tempa rozwoju gospodarki oraz sytuacji na rynku pracy. Podniesienie wieku emerytalnego to nie jest czarodziejska różdżka, której użycie rozwiąże wszystkie problemy. Bez podjęcia działań na innych polach tego typu zmiany nie tylko, że będą nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe.   </p>
<p><strong>Młodzi bez pracy</strong></p>
<p>Podstawowym problemem gospodarczym i społecznym jest bezrobocie wśród młodych, które w niektórych województwach przekracza nawet 50 proc. Wydłużenie obowiązkowego zatrudnienia do 67 roku nie tylko pogłębi jeszcze to zjawisko, ale wywoła dodatkowe negatywne konsekwencje dla gospodarki związane z wydajnością pracy. W zależności od wykonywanego zawodu w przedziale wieku między 40-55 lat wydajność zatrudnionych zaczyna spadać. Nie tylko nie towarzyszy temu zmniejszenie wynagrodzenia, ale często ze względu na wysługę lat wynagrodzenie to wzrasta. Na skutek wydłużenia okresu zatrudnienia dojdzie do takiej sytuacji, że efektywność osób mających pracę zmniejszy się, a ci którzy mogą być o wiele bardziej wydajni pozostaną bezrobotni.</p>
<p>Konsekwencją zwiększonych trudności dla młodych na rynku pracy będzie nasilenie emigracji oraz obniżenie wynagrodzenia dla rozpoczynających karierę zawodową. Nasilą się występujące już dzisiaj na niepokojącą skalę tzw. umowy „śmieciowe”, które są konsekwencją nadmiaru dobrze wykwalifikowanych, młodych i bardzo tanich pracowników. Stosowanie tych form zatrudnienia, w których tak naprawdę chodzi o uniknięcie lub znaczne ograniczenie składek społecznych, jest jedną z przyczyn obecnych kłopotów systemu emerytalnego. Z umowami „śmieciowymi” wiążą się gorsze warunki wykonywania pracy. W 2010 r. w naszym kraju odnotowano 93,5 tys. wypadków przy pracy, w tym 444 śmiertelne. W konsekwencji ZUS wydał ponad 5 mld zł na renty i odszkodowania z tytułu złych warunków pracy. Kwota ta pozwoliłaby np. na wypłatę emerytury w wysokości 1 500 zł miesięcznie dla 287 tys. osób. To pokazuje na znaczenie tego zjawiska dla całego systemu.   </p>
<p><strong>Starsi chorują  </strong></p>
<p>Słabnąca wydajność starszych pracowników wiąże się także z pogarszającym się stanem zdrowia. Statystyki mówią, że przeciętnie w Polsce mężczyzna przeżywa w zdrowiu 86 proc. długości swego życia, a kobiety nawet tylko 84 proc. Wraz z gorszym zdrowiem pojawia się niepełnosprawność. Rośnie ona gwałtownie w grupie wiekowej powyżej 50 roku życia. Stan zdrowia Polaków jest wyraźnie gorszy na tle innych krajów. Wynika to m.in. z o wiele niższych nakładów na służbę zdrowia. Biorąc pod uwagę w miarę obiektywny wskaźnik udziału wydatków na ochronę zdrowia w PKB nasz kraj wyraźnie odstaje od państw zachodnich. W Polsce przeznacza się na ten cel ok. 6 proc. PKB, gdy w USA jest to ok. 15 proc., we Francji – ok. 11 proc., a w Niemczech ok. 10 proc. Ma to swoje odbicie w długości życia. Mężczyzna żyje o ponad 6 lat krócej niż w Niemczech i 7 lat krócej niż we Francji. A więc argument o problemach systemu emerytalnego ze względu na zwiększającą się długość życia nie może dotyczyć Polski w takim samym stopniu jak Europy Zachodniej.</p>
<p>Wydłużenie wieku emerytalnego zmniejszy co prawda wydatki na wypłatę emerytur, ale zwiększy znacząco koszty ZUS-u związane z pokrywaniem wydatków na leczenie. Nie dotyczy to natomiast Otwartych Funduszy Emerytalnych, które wydatków tego typu nie ponoszą. Będą one natomiast największym beneficjentem wydłużenia wieku emerytalnego. O wiele mniej osób dożyje bowiem do emerytury kapitałowej. W efekcie instytucje finansowe zarządzające OFE mogą liczyć na zwiększone zyski.     </p>
<p>Nie bez znaczenia są też konsekwencje wydłużenia wieku emerytalnego dla życia rodzinnego. Dotyczy to zwłaszcza kobiet, ale nie tylko. Rodzina wykonuje bowiem istotne funkcje opiekuńcze zarówno w stosunku do dzieci, jak i osób w podeszłym wieku. Zatrzymanie na dłużej w pracy wielu odpowiedników dzisiejszych emerytów zwiększy zapotrzebowanie na żłobki, przedszkola i domy opieki dla seniorów. To też będzie wymagało zwiększonych wydatków publicznych. Dlatego dyskusja nad wydłużeniem wieku emerytalnego i wywołanych przez to konsekwencji musi obejmować o wiele większy zespół problemów niż to obecnie próbuje przedstawić rząd. I w świetle tych szerokich konsekwencji rozwiązanie to staje się bardzo wątpliwej wartości.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela” nr 11/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1075</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Luzowanie ilościowe&#8221; po europejsku</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1046&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=luzowanie-ilosciowe-po-europejsku</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1046#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Mar 2012 12:02:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>
		<category><![CDATA[euro]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1046</guid>
		<description><![CDATA[„Niemcy nie mają nieograniczonych możliwości wspierania zadłużonych państw eurolandu” – oświadczyła kanclerz Angela Merkel w wywiadzie opublikowanym jednocześnie w kilku europejskich gazetach. I zaraz dodała, że pobudzenie wzrostu i zatrudnienia powinno być w centrum walki z kryzysem. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że w polityce UE następuje istotna zmiana. Najważniejszym<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1046"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Niemcy nie mają nieograniczonych możliwości wspierania zadłużonych państw eurolandu” – oświadczyła kanclerz Angela Merkel w wywiadzie opublikowanym jednocześnie w kilku europejskich gazetach. I zaraz dodała, że pobudzenie wzrostu i zatrudnienia powinno być w centrum walki z kryzysem. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że w polityce UE następuje istotna zmiana. Najważniejszym celem nie jest już redukcja zadłużenia państw najbardziej obciążonych pożyczkami, ale większa sprzedaż i nowe miejsca pracy. Oznacza to w konsekwencji zwycięstwo tendencji zasilania gospodarki kolejnymi zastrzykami dodrukowanych pustych pieniędzy, kosztem zaciskania pasa w wydatkach publicznych.</p>
<p><strong>Amerykańskie „luzowanie ilościowe”<a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/240px-European_Central_Bank_041107.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1047" title="240px-European_Central_Bank_041107" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/03/240px-European_Central_Bank_041107-210x300.jpg" alt="" width="210" height="300" /></a></strong></p>
<p>W walce z kryzysem władze amerykańskiego banku centralnego Fed pod kierownictwem Bena Bernanke najpierw starały się pobudzić wzrost gospodarczy klasycznymi metodami. Czyli obniżaniem stóp procentowych, aby zniechęcić do trzymania pieniędzy w bankach, a zamiast tego do dokonywania zakupów i inwestowania w gospodarkę. To nie bardzo zadziałało przede wszystkim dlatego, że Amerykanie byli indywidualnie bardzo zadłużeni. Wynikająca stąd niezdolność gospodarstw domowych do obsługi dotychczasowych pożyczek, a co mówić o kolejnych znaczących inwestycjach, była o w USA o wiele większym problemem niż zadłużenie państwa.</p>
<p>Gdy stopy procentowe były już bliskie zera, a gospodarka za nic nie chciała ruszyć, Fed zdecydował się na politykę drukowania dodatkowych pieniędzy. Operację tę nazwano ładnie „luzowanie ilościowe”. Polegała ona na wyemitowaniu dodatkowego pustego pieniądza. Na rachunku bankowym Fed „z powietrza” pojawiała się żądana kwota. Za te pieniądze bank centralny kupował aktywa finansowe od banków komercyjnych (np. rządowe obligacje lub inne papiery wartościowe dostępne na  rynku). Banki komercyjne wyposażone w dodatkową  gotówkę, rozpoczynały akcję „taniego kredytu”. W ten sposób zwiększały popyt na dobra kupowane na kredyt przez konsumentów indywidualnych i przez przedsiębiorstwa. A to powinno prowadzić do zwiększonej produkcji i dodatkowego zatrudnienia. Dzięki czemu gospodarka mogłaby wyjść z recesji.</p>
<p>Po raz pierwszy zastosowano ten sposób jeszcze w końcówce rządów Georga Busha. Ale to nie wiele pomogło. Potem zaczęto stosować luzowanie ilościowe  już po objęciu władzy przez ekipę Baracka Obamy. Na niespotykaną do tej pory skalę. Wypuszczono ponad 2 biliony nowych dolarów. Początkowo też bez widocznych efektów, ale w ubiegłym roku gospodarka USA zaczęła jakby odzyskiwać wigor, chociaż jest jeszcze daleko do stanu stabilnego rozwoju. </p>
<p><strong>Strefa euro też zaczyna drukować</strong></p>
<p>W strefie euro próbowano szukać innej drogi. Postawiono na redukcje wydatków budżetowych. Na tym opierała się terapia zaaplikowana bankrutującej Grecji. A udzielona pomoc oparta była o realne pieniądze funkcjonujące już w obiegu. Składały się na nią pozostałe państwa ze strefy euro wykorzystując  do tego  albo własne możliwości pożyczkowe, albo inne zasoby. A nawet w pewnej fazie wymuszono na bankach redukcję części greckiego długu. Postępowanie takie narzucały Niemcy zarówno ze względów ekonomicznych, jak i politycznych. Z jednej strony bowiem chodziło o ochronę potężnych oszczędności indywidualnych Niemców zgromadzonych przez lata i odłożonych na emeryturę. Drukowanie pustego pieniądza nieuchronnie prowadzi do inflacji i na końcu oznaczałoby zmniejszenie realnej wartości zgromadzonych kapitałów. Dodatkowo w grę wchodziły ambicje polityczne. Po pierwsze w celu pokazania niezależności i zdolności do własnej drogi w stosunku do USA, a po drugie w celu wzmocnienia własnej roli przywódczej w Europie.</p>
<p>Polityka ta spotkała się z oporem znacznej części członków eurolandu z Francją, głównym partnerem Niemiec, na czele. Obojętne nie pozostały także polityczno-finansowe ośrodki zza oceanu, którym inna droga wychodzenia z kryzysu realizowana w UE była wyjątkowo nie na rękę. Znajdowało to swoje odbicie w mediach, które informowały o coraz to bliższym upadku wspólnej waluty. Na dokładkę wprowadzony w Grecji program naprawczy nie tylko, że nie przyniósł poprawy, ale poprzez zduszenie wzrostu gospodarczego pogłębił recesję. Dlatego ostatecznie kanclerz Merkel skapitulowała. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem Europejski Bank Centralny zarządzający wspólną walutą wyemitował dodatkowe 490 mld euro, które przekazał na bardzo korzystnych warunkach bankom komercyjnym. A te kupiły nowe obligacje zadłużonych krajów z południa Europy i uruchomiły akcję kredytową. Nastąpiło więc „luzowanie ilościowe” po europejsku, a ostatnie wypowiedzi kanclerz Merkel szeroko rozpropagowane po świecie są potwierdzeniem przejścia na ten sam sposób myślenia i działania co USA.</p>
<p>Doraźnie przyniesie to poprawę nastrojów na rynkach finansowych i wsparcie dla koniunktury w gospodarce. Ale naturalną konsekwencją będzie wzrost inflacji oraz nasilenie się rywalizacji z Chinami. Oznacza to też, że w najbliższym czasie kryzys również w Polsce będzie miał o wiele łagodniejszy przebieg niż się spodziewano.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>&#8222;Jak walczyć z kryzysem?&#8221;, „Niedziela”, nr 07/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1046</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rolnicy zapłacą więcej</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1015&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=rolnicy-zaplaca-wiecej</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1015#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Feb 2012 12:44:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1015</guid>
		<description><![CDATA[ To nie jest dobra wiadomość dla wielu mieszkańców wsi. Do rosnących kosztów produkcji i utrzymania trzeba będzie doliczyć jeszcze jeden wydatek. Rząd chce wprowadzić obowiązek opłacania składki zdrowotnej przez właścicieli gospodarstw powyżej 6 hektarów przeliczeniowych. Budzi to poważne wątpliwości, czy tak skonstruowany system będzie sprawiedliwy. Powierzchnia gruntów nie jest bowiem<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1015"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> To nie jest dobra wiadomość dla wielu mieszkańców wsi. Do rosnących kosztów produkcji i utrzymania trzeba będzie doliczyć jeszcze jeden wydatek. Rząd chce wprowadzić obowiązek opłacania składki zdrowotnej przez właścicieli gospodarstw powyżej 6 hektarów przeliczeniowych. Budzi to poważne wątpliwości, czy tak skonstruowany system będzie sprawiedliwy. Powierzchnia gruntów nie jest bowiem tożsama z wysokością dochodów. Ale tą drogą rząd PO-PSL chce wycisnąć z polskiej wsi ponad 100 mln zł. Dla budżetu państwa nie jest to kwota zbyt znacząca. Co roku marnuje się tam na różne nieracjonalne wydatki dużo większe pieniądze. Ustawa rządowa dotyczy jednak tylko roku 2012. Bardzo prawdopodobne, że chodzi o stworzenie precedensu, a z góry się zakłada, iż wysokość składki rolniczej w przyszłych latach będzie rosła.<a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/02/ab633157000fffa1484f7437.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-1016" title="ab633157000fffa1484f7437" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/02/ab633157000fffa1484f7437-300x211.jpg" alt="" width="300" height="211" /></a></p>
<p><strong>Jest już gotowy projekt ustawy</strong> </p>
<p>Do tej pory rolnicy nie płacą składek na ubezpieczenie zdrowotne. Koszty tego ubezpieczenia są pokrywane z budżetu państwa za pośrednictwem Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) i trafiają do Narodowego Funduszu Zdrowia, który finansuje cały system służby zdrowia. Taki stan rzeczy budzi słuszną krytykę, gdyż rolnicy w sensie ekonomicznym nie są grupą jednorodną. Ich dochody wykazują się dużą rozpiętością, a sam fakt utrzymywania się z rolnictwa, bez względu na wysokość dochodów, nie może być uzasadnieniem dla opłacania składek z budżetu państwa.</p>
<p>Dla rządu, w którym zasiada również partia ludowa, mająca reprezentować interesy polskiej wsi, sytuacja ta stała się jednak nie tyle powodem do budowania sprawiedliwego społecznie systemu, co okazją do głębszego sięgnięcia do rolniczych kieszeni. Oto bowiem do Sejmu wpłynął rządowy projekt ustawy o składkach na ubezpieczenie zdrowotne rolników za 2012 r. Wprowadza on podział według wielkości gospodarstwa. Tym, których gospodarstwo ma poniżej 6 hektarów przeliczeniowych użytków rolnych, przyjętych dla celów ustalenia wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne rolników, składkę nadal będzie opłacał KRUS. Powyżej 6 hektarów przeliczeniowych składkę za siebie i swoich domowników w wysokości 1 zł miesięcznie za każdy hektar przeliczeniowy będzie opłacał rolnik. A więc, gdy gospodarstwo mające np. 30 ha przeliczeniowych prowadzi pięcioosobowa rodzina, będzie ona dodatkowo płaciła 150 zł co miesiąc, począwszy od 1 kwietnia 2012 r. </p>
<p><strong>Niesprawiedliwe rozwiązanie</strong> </p>
<p>Każdy, kto chociaż pobieżnie zna realia rolnictwa, wie, że nie ma ścisłego związku między powierzchnią użytkowanych gruntów a uzyskiwanymi dochodami. Wskaźnik nazywany hektarem przeliczeniowym jest jednostką umowną, odpowiadającą mniej więcej wartości plonów zbóż z jednego hektara gleby IV klasy. Czyli im wyższa klasa gruntu, tym więcej hektarów przeliczeniowych w stosunku do rzeczywistej powierzchni. W podobny sposób przelicza się sady i stawy. W praktyce 6 hektarów przeliczeniowych może oznaczać 3-4-hektarowe gospodarstwo.</p>
<p>Według wyliczeń rządowych, to rozwiązanie ma przynieść ok. 114 mln zł. Ale najwięcej zapłacą rolnicy mający od 6 do 30 hektarów przeliczeniowych. Ponieważ jest ich najwięcej, bo razem z domownikami ok. 359 tys. osób, to mają zapłacić ponad 66 mln zł rocznie. A ci, którzy dysponują ponad 100 hektarami przeliczeniowymi, razem z domownikami ok. 6 tys. osób, mają wpłacić do NFZ ok. 11,5 mln zł. Wyliczenia te dotyczą kwot przy założeniu pełnej ściągalności składki, co w rzeczywistości zapewne się nie sprawdzi. Im uboższa grupa, której to dotyczy, tym najczęściej ściągalność jest mniejsza.</p>
<p>Okazuje się więc, że zaproponowane przez rząd rozwiązanie dotyka przede wszystkim małych i bardzo małych gospodarstw, prowadzonych przez duże rodziny. Zamożność tej grupy w większości jest poniżej minimum socjalnego. A przecież podwyżki cen oleju napędowego, energii elektrycznej i innych produktów, jakie nastąpiły z początkiem roku, boleśnie dotkną także tych producentów rolnych. Mają oni zapłacić ponad połowę oczekiwanej kwoty. W mniejszym stopniu dotknie to, wbrew wskazaniu Trybunału Konstytucyjnego, grupy najbogatszej, czerpiącej znaczne dochody z dużych majątków.</p>
<p><strong>Co po roku 2012?</strong> </p>
<p>Wydaje się, że o wiele sprawiedliwszą granicą byłby pułap np. 50 hektarów przeliczeniowych i być może większa stawka niż 1 zł. Wtedy byłaby pewność, że systemem obowiązkowej daniny na rzecz NFZ obejmujemy rzeczywiście tych, których stać na takie obciążenie. Najwyraźniej projekt ustawy został przygotowany w pośpiechu i taki ma charakter. Na jego tymczasowość wskazuje termin obowiązywania. Ustawa dotyczy tylko roku 2012. A co potem?</p>
<p>Premier Donald Tusk zapowiedział, że chce, aby docelowo rolnicy weszli w skład normalnego systemu ubezpieczeń społecznych. Ale to wymaga poważnych zmian związanych głównie z wprowadzeniem do rolnictwa rozliczeń dochodowych. Na pewno nie nastąpi to w ciągu najbliższych miesięcy. Zresztą sam premier nauczył nas, że jego zapowiedzi nie należy traktować zbyt poważnie.</p>
<p>Jest więc bardzo prawdopodobne, że ten stan tymczasowości jeszcze długo się utrzyma, a wysokość składki będzie co roku zmieniana. Trudno przypuszczać, aby malała. Raczej będzie rosnąć i chyba z taką świadomością rząd przyjął nowe rozwiązanie. Wykorzystując postanowienie Trybunału Konstytucyjnego, tworzy się regulację szukającą pieniędzy tam, gdzie ich nie ma. A zdanie z rządowego uzasadnienia projektu, że wejście w życie regulacji nie będzie mieć wpływu na warunki życia ludności, trzeba uznać za równie groteskowe, co cyniczne.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela”, nr 04/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1015</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drożyźniany początek roku</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1000&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=drozyzniany-poczatek-roku</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1000#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Jan 2012 08:52:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1000</guid>
		<description><![CDATA[Problemy gospodarcze nie odeszły wraz ze starym rokiem, wprost przeciwnie – dla przeciętnych konsumentów nasiliły się one z początkiem nowego roku. Jest to przede wszystkim bolesne doświadczenie dla naszych portfeli. Wzrost cen obejmuje na tyle dużo produktów, że można mówić o powszechnej drożyźnie. Nie zrekompensują tego minimalne podwyżki rent i<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=1000"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p id="p"><a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/z9738261WStacja-benzynowa.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1003" title="z9738261W,Stacja-benzynowa" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/z9738261WStacja-benzynowa-300x116.jpg" alt="" width="300" height="116" /></a>Problemy gospodarcze nie odeszły wraz ze starym rokiem, wprost przeciwnie – dla przeciętnych konsumentów nasiliły się one z początkiem nowego roku. Jest to przede wszystkim bolesne doświadczenie dla naszych portfeli. Wzrost cen obejmuje na tyle dużo produktów, że można mówić o powszechnej drożyźnie. Nie zrekompensują tego minimalne podwyżki rent i emerytur. Nie należy też spodziewać się wzrostu płac, gdyż podniesienie obowiązkowej składki rentowej na pewno je przystopuje. Chociaż ma to związek z sytuacją światową, to jednak większość podwyżek wynika z konkretnych decyzji rządu PO-PSL.</p>
<p><strong>W górę gaz, prąd i paliwo</strong></p>
<p id="p">Najpoważniejsze skutki wywoła podwyżka podstawowych surowców i produktów, których koszty składają się na ceny wszystkich towarów. Pierwszym z nich jest energia elektryczna. Bez energii elektrycznej nie mogą się obejść nie tylko gospodarstwa domowe, ale też każdy zakład usługowy i produkcyjny. Od 1 stycznia trzeba zapłacić za nią o 5 proc. więcej. Taką podwyżkę zatwierdził Urząd Regulacji Energetyki, który stoi na straży interesów konsumentów i całej gospodarki. Urząd ten podlega premierowi rządu i jego zgodę trzeba traktować jako decyzję rządową. Oczywiście stoją za nią argumenty związane ze wzrostem cen surowców, z których wytwarzana jest energia, i olbrzymimi potrzebami inwestycyjnymi dotyczącymi modernizacji oraz rozbudowy polskich elektrowni. Ale uzasadnione jest też pytanie, czy ta podwyżka była konieczna akurat w tym momencie, skoro już w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia ze znacznym wzrostem cen energii?<br />
Drugim takim produktem jest olej napędowy, popularny diesel, używany jako paliwo zarówno do samochodów, zwłaszcza towarowych, jak i do ogrzewania domów. Od nowego roku wzrosła akcyza na to paliwo o ok. 15 groszy na jednym litrze, co w efekcie zaowocowało podniesieniem cen o ok. 20 groszy, czyli o kolejne 4 proc. Dodajmy, że cena oleju napędowego w ubiegłym roku wzrosła już o ok. 20 proc. To znacząco uderzy w tych, którzy ogrzewają tym paliwem swoje domy, ale też we wszystkich konsumentów. Transport, którego koszty i tak wzrosły w 2011 r. przez wprowadzenie e-myta, jest stałą częścią ceny płaconej przez nas w sklepie za każdy produkt.<br />
Nie jest jeszcze rozstrzygnięta kwestia podwyżki cen gazu. Wspomniany już Urząd Regulacji Energetyki rozpatruje wniosek państwowego przedsiębiorstwa zajmującego się dystrybucją gazu PGNiG. Jeśli go zaakceptuje, od 1 lutego cena tego paliwa wzrośnie prawdopodobnie o ok. 15 proc. O 30,5 zł z każdą tonę rośnie też cena węgla.</p>
<p><strong>Droższe ubranka i usługi komunalne</strong></p>
<p id="p">O 15 proc. drożeją też ubranka i obuwie dla dzieci. Jest to konsekwencja wzrostu stawki podatku VAT na te produkty z 8 proc. do 23 proc. Zmiana, podobnie jak w przypadku akcyzy na olej napędowy, wynika z konieczności dostosowania polskich regulacji do wymogów UE. Ale tu też jest uzasadnione pytanie, czy rząd musiał robić to akurat teraz, w trudnym dla gospodarki okresie, i w takiej wysokości? Rząd podniósł też akcyzę na papierosy. A to spowoduje wzrost ich ceny w wysokości ok. 30 groszy za jedną paczkę.<br />
Droższe stają się też usługi komunalne. Przede wszystkim komunikacja miejska, co jest konsekwencją wzrostu ceny m.in. oleju napędowego. W Warszawie podwyżkę wprowadzono już w sierpniu ubiegłego roku, a od 1 stycznia zaczęła ona obowiązywać w wielu innych miastach, m.in. we Wrocławiu, Krakowie i Szczecinie. O kilkadziesiąt złotych wzrastają opłaty za przedszkola, podatek od nieruchomości i opłaty za użytkowanie wieczyste – w Warszawie o 20 proc., a np. w Białymstoku nawet o 120 proc. Jedyną dobrą wiadomością, która jednak niewiele zmienia, jest to, że Narodowy Bank Polski sprzedając euro w dużej ilości, udanie interweniował pod koniec roku na rynku walutowym i na tyle poprawił kurs złotówki, że po przeliczeniu nasz dług publiczny nie przekroczył progu 55 proc. w stosunku do PKB. Gdyby to się nie udało, automatycznie wzrosłaby podstawowa stawka podatku VAT do 24 proc. A to oznaczałoby natychmiastową podwyżkę cen wszystkich produktów.</p>
<p><strong>Emerytury wzrosną o 71 zł</strong></p>
<p id="p">Tymczasem rząd zdecydował o corocznej waloryzacji rent i emerytur. Dobra wiadomość dla większości z 9 mln pobierających te świadczenia, że wyjątkowo w tym roku waloryzacja będzie kwotowa, a nie procentowa. Czyli wszystkie renty i emerytury wzrosną o taką samą kwotę, niezależnie od ich dotychczasowej wysokości. Początkowo mówiło się, że będzie to 87 zł. Ostatecznie stanęło na 71 zł. Nie jest to kwota, która mogłaby zrekompensować drożyznę, ale przynajmniej w jakimś stopniu złagodzi jej skutki.<br />
Gorszą stroną tej operacji jest to, że jednocześnie od 1 lutego wszyscy pracodawcy będą musieli zapłacić za swoich pracowników o 2 proc. wyższą składkę rentową. Mowa jest o 2 proc. od wysokości wynagrodzenia. Co w praktyce oznacza wzrost z 4,5 proc. do 6,5 proc., czyli wzrost aż o 44 proc. jej dotychczasowej wysokości. To zapewne odbije się negatywnie na rynku pracy. Trzeba się liczyć z ograniczeniem powstawania nowych miejsc pracy, zmniejszaniem wysokości wynagrodzeń lub zatrudnianiem „na czarno”.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku &#8222;Niedziela&#8221;, nr 03/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=1000</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polacy też potrafią</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=995&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polacy-tez-potrafia</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=995#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 21:47:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=995</guid>
		<description><![CDATA[Szef koncernu Fiat Sergio Marchionne oficjalnie przyznał, że decyzja o przeniesieniu produkcji samochodu Panda z fabryki w Polsce do Włoch była podyktowana nie względami ekonomicznymi, ale politycznymi. W tym samym czasie polski holding miedziowy KGHM poinformował, że kupuje za gigantyczną kwotę 9,44 mld zł kanadyjską firmę wydobywczą Quadra FNX, operującą<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=995"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/kghm-znow-planuje-wiecej-.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-998" title="kghm---znow-planuje-wiecej--" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/kghm-znow-planuje-wiecej--300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Szef koncernu Fiat Sergio Marchionne oficjalnie przyznał, że decyzja o przeniesieniu produkcji samochodu Panda z fabryki w Polsce do Włoch była podyktowana nie względami ekonomicznymi, ale politycznymi. W tym samym czasie polski holding miedziowy KGHM poinformował, że kupuje za gigantyczną kwotę 9,44 mld zł kanadyjską firmę wydobywczą Quadra FNX, operującą również na złożach w USA i Chile. Dzięki temu KGHM zwiększy produkcję docelowo nawet o 50 proc., umocni swoją pozycję na globalnym rynku i stanie się czwartym producentem miedzi na świecie. Te dwie informacje tylko na pozór nie mają ze sobą związku. W rzeczywistości pokazują, jak ważna jest budowa silnych polskich podmiotów, a to jest konsekwencją właściwej polityki gospodarczej państwa.<strong> </strong></p>
<p><strong>Panda nie dla Polski</strong></p>
<p>Prezes koncernu Fiat bez ogródek powiedział, że decyzja o przeniesieniu produkcji nowej wersji samochodu Panda z Polski do Włoch nie miała motywu ekonomicznego ani przemysłowego. „Zrobiliśmy tak, bo uważamy, że naszym obowiązkiem jest oddać pierwszeństwo krajowi, w którym są korzenie Fiata” (!) – oświadczył szef motoryzacyjnego giganta z Turynu. Zrobił to podczas uroczystości oficjalnego uruchomienia produkcji Pandy w zakładach pod Neapolem, które specjalnie wyposażono w odpowiednie linie produkcyjne za 800 mln euro. Jednocześnie powiedział, że w Polsce w fabryce Fiata w Tychach „produkcja tego samochodu zostanie zakończona w nadchodzących miesiącach”. W praktyce oznacza to zwolnienia z pracy polskich robotników, a zatrudnienie włoskich. Nawet jeśli w ogólnym rozrachunku będzie to dla koncernu mniej korzystne. Ale, jak sformułował to Marchionne, w taki sposób Włochy mogą wyjść z kryzysu.</p>
<p>To gorzkie doświadczenie jest kolejnym przykładem, że dla gospodarki nie jest obojętne, kto jest dominującym właścicielem w kluczowych przedsiębiorstwach. W myśl zasady: „Mądrej głowie dość dwie słowie” powinno to być wystarczającym ostrzeżeniem, jakich decyzji państwo polskie ma unikać przy przekształceniach własnościowych. A mimo to rząd PO-PSL zachowuje się, jakby był głuchy i ślepy. W projekcie ustawy budżetowej na 2012 r. zapisano po raz kolejny bardzo wysokie wpływy z prywatyzacji, przekraczające 10 mld zł. Tym razem planuje się sprzedać większościowe udziały nie tylko w Grupie Lotos i PKP Cargo, ale także w spółkach energetycznych. Pod młotek ma iść poznańska Enea – jeden z największych producentów i dostawców energii w Polsce. Rząd chce się też pozbyć Kopalni i Zakładów Chemicznych Siarki Siarkopol w Grzybowie koło Tarnobrzega.<strong> <a href="http://sol.myslpolska.pl/wp-content/uploads/2012/01/kghm-znow-planuje-wiecej-.jpg"></a></strong></p>
<p><strong>Megainwestycja Polskiej Miedzi</strong></p>
<p>Władze polskiego holdingu miedziowego KGHM Polska Miedź SA podpisały umowę na zakup kanadyjskiego przedsiębiorstwa górniczego Quadra FNX. Jest to średniej wielkości firma wydobywcza zajmująca się pozyskiwaniem metali nieżelaznych. W 2010 r. wyprodukowała 115 tys. ton miedzi, zajmując 21. miejsce w rankingu światowym. Wydobywa też m.in. nikiel i złoto. Jej siedziba znajduje się w Vancouver i w Toronto, gdzie jest notowana na tamtejszej giełdzie. Obok kopalni w Kanadzie prowadzi także wydobycie w USA i Chile. Ma prawa do jednego ze złóż na Grenlandii, na którym trwają badania nad określeniem jego wielkości i opłacalności wydobycia. Polski koncern po przejęciu kontroli nad Quadra już w tym roku zwiększy swoją produkcję o 25 proc., a docelowo nawet o 50 proc. Dzięki temu z zajmowanej obecnie 10. pozycji stanie się 4. producentem miedzi na świecie.</p>
<p>Zakup zostanie dokonany za 9,44 mld zł. Ale to nie oznacza, że zabraknie pieniędzy na dywidendy dla właścicieli. Władze koncernu informują, że na ten cel będzie ponad 2 mld zł. Prawie jedna trzecia z tej kwoty trafi do budżetu państwa, który i tak sowicie zarabia na podatkach obrotowych i dochodowych płaconych przez KGHM. A przecież niewiele brakowało, aby to nie Polska Miedź rozwijała ekspansję na światowych rynkach, ale sama stała się ofiarą rozwoju konkurencyjnych przedsiębiorstw. Rząd Donalda Tuska w 2009 r. ogłosił chęć sprzedaży pakietu kontrolnego w dolnośląskim koncernie. Dopiero pod naciskiem stanowczych protestów pozbył się jedynie 10 proc., pozostawiając w rękach Skarbu Państwa ponad 31 proc. Przy rozproszonym akcjonariacie i odpowiednich zapisach w statucie pozwala to na zachowanie strategicznej kontroli. Jak widać, nie przeszkadza to, ale wręcz sprzyja dynamicznemu rozwojowi. </p>
<p><strong>Polacy potrafią</strong></p>
<p>Takich przykładów jest więcej. Można wskazać chociażby PKO BP i PKN Orlen. Ale również podmioty z polskim prywatnym kapitałem radzą sobie całkiem dobrze. Przykładem może być Atlas zajmujący się produkcją materiałów budowlanych, który skutecznie rozwija ekspansję m.in. na rynki wschodnie. Jesteśmy silni w produkcji stolarki. Grupa naszych firm, takich jak Fakro, Velux, Roto, Drutex, osiągnęła na tyle dobrą jakość swoich produktów, że Polska stała się największym eksporterem w Europie okien z PCV i drewna, a zwłaszcza okien dachowych. Sukcesy na zagranicznych rynkach zaczyna odnosić producent pojazdów szynowych Pesa Bydgoszcz. Najnowszym osiągnięciem jest wygrana w przetargu na dostawę 12 nowych zespolonych pociągów spalinowych dla niemieckiego przewoźnika Regentalbahn AG. Pojazdy wyprodukowane w Polsce pod nadzorem polskich inżynierów będą wozić pasażerów w Bawarii.</p>
<p>Podobnych przykładów jest więcej, ale ciągle za mało jak na kraj naszej wielkości. Ale mimo wielkiej emigracji i przejęcia wielu kluczowych przedsiębiorstw przez kapitał zewnętrzny dysponujemy ciągle dużym potencjałem do rozwoju własnej gospodarki. Nie da się jednak tego zrobić bez mądrej polityki państwa. Powinna ona być nastawiona na wspieranie rodzimych firm, zwłaszcza z grupy małych i średnich przedsiębiorstw. Ale też ważne są duże podmioty mające siedzibę w Polsce i działające na rynku europejskim, a nawet światowym. Szczególnie ważna jest aktywność państwa w zakresie systemu podatkowego i przekształceń własnościowych. Na tych polach rząd może wiele pomóc, ale podejmując złe decyzje, może też bardzo zaszkodzić. </p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong><strong> </strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela, nr 2/2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=995</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska przyklejona do strefy euro</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=993&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=polska-przyklejona-do-strefy-euro</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=993#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 19:32:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=993</guid>
		<description><![CDATA[Na skutek brytyjskiego weta nie będzie w najbliższym czasie zmian w traktatach ustanawiających Unię Europejską. Zamiast tego powstanie nowa unia fiskalna, obejmująca kraje należące do strefy euro. Mogą w niej uczestniczyć także ci członkowie UE, którzy zamierzają do tej strefy przystąpić w najbliższym czasie. Chociaż ten akces nie da żadnych<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=993"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p id="p">Na skutek brytyjskiego weta nie będzie w najbliższym czasie zmian w traktatach ustanawiających Unię Europejską. Zamiast tego powstanie nowa unia fiskalna, obejmująca kraje należące do strefy euro. Mogą w niej uczestniczyć także ci członkowie UE, którzy zamierzają do tej strefy przystąpić w najbliższym czasie. Chociaż ten akces nie da żadnych nowych korzyści, choćby uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, to nałoży całkiem konkretne ciężary. Trzeba znacząco zmniejszyć deficyt budżetowy oraz dołożyć się do pomocy dla obecnych członków ze strefy euro, którzy mają problemy z nadmiernym zadłużeniem. Polski rząd akceptuje te warunki i dobrowolnie chce uczestniczyć w unii fiskalnej.</p>
<p><strong>Chory w roli lekarza</strong></p>
<p id="p">Unia fiskalna ma być receptą na obecne kłopoty państw ze strefy euro. Chodzi nie tylko o Grecję, ale także o Włochy, Hiszpanię, Portugalię i Irlandię. Jeśli nie znajdzie się sposobu na pożyczenie im dużych pieniędzy na korzystnych warunkach, to w najbliższym czasie wszystkie one będą musiały zawiesić obsługę swoich długów i wyjść ze strefy euro. Gdyby decydowała tylko ekonomia, byłaby to naturalna kolej rzeczy. Ale przy integracji europejskiej najważniejsza jest polityka. Obawa przed rozpadem z takim trudem budowanej przez dziesiątki lat konstrukcji UE jest osnową poszukiwania planów ratunkowych.<br />
Nowa umowa między państwami posługującymi się wspólną walutą, zwana w skrócie unią fiskalną, do dotychczas obowiązujących zasad wprowadza nie wielkie zmiany. Sprowadzają się one do dwóch punktów: stosowania automatycznych sankcji wobec kraju, który przekroczy limity zadłużenia, oraz wpisania tych limitów do konstytucji wszystkich członków strefy euro. Proponowano także zatwierdzanie planów budżetowych poszczególnych krajów przez Komisję Europejską, ale to wymagałoby zmian traktatowych. Po wecie Wielkiej Brytanii ta droga jest niemożliwa. Trzeba by więc utworzyć nowy organ, który zająłby się nadzorowaniem tych budżetów. Czy do tego dojdzie – nie wiadomo. Tak samo jak nie jest pewne, czy i w jakim terminie te wszystkie nowe regulacje uda się wprowadzić w życie. Zmiana konstytucji i ratyfikacja nowej umowy, w niektórych przypadkach w drodze referendum, będzie drogą przez mękę bez gwarancji pełnego sukcesu.<br />
Te wszystkie ustalenia są więc mało konkretnym śpiewem przyszłości. A tak naprawdę nie byłyby one w ogóle potrzebne, gdyby przestrzegano dotychczasowych reguł. Już przy wprowadzaniu euro ustalono, że kraje przyjmujące wspólną walutę nie mogą mieć deficytu budżetowego większego niż 3 proc. PKB, a zadłużenie łączne nie może przekroczyć 60 proc. PKB. Ci, którzy tego nie respektują, mają spotkać się z dotkliwymi karami. Problem w tym, że tych zasad nie przestrzegały nie tylko kraje dzisiaj zagrożone bankructwem. Reguły te łamały także Paryż i Berlin. Czyli te rządy, które dzisiaj próbują zaostrzyć wymagania. Szacuje się, że na koniec 2011 r. zadłużenie Francji wyniesie 85,4 proc. PKB, a Niemiec – 81,7 proc. Czy po takim doświadczeniu te nowe zapisy nie pozostaną tylko na papierze? Aż się prosi, by zawołać: lekarzu, lecz się sam!</p>
<p><strong>Chodzi o pieniądze</strong></p>
<p id="p">Hasło unii fiskalnej ma przede wszystkim znaczenie psychologiczno-propagandowe. Chodzi o to, aby pokazać światu, że w obliczu kryzysu UE potrafi wyjść z naprawą sytuacji. Konkretne znaczenie ma jedynie postanowienie, o którym nie mówi się zbyt wiele. Na brukselskim szczycie rządy zobowiązały się do przekazania do Międzynarodowego Funduszu Walutowego kwoty 200 mld euro. Fundusz z tych pieniędzy ma udzielać pomocy zagrożonym krajom ze strefy euro. Na tę sumę mają się jednak złożyć nie tylko ci, którzy posługują się wspólną walutą. Również inni, którzy zgłoszą chęć przystąpienia do unii fiskalnej. Nie będą oni mogli uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących euro, ale muszą przestrzegać ustalonych limitów zadłużenia, a przede wszystkim dopłacać do planów ratunkowych. Użycie w tej ostatniej sprawie liczby mnogiej jest jak najbardziej zasadne. Wiadomo bowiem, że 200 mld euro nie załatwia sprawy, gdy tylko same Włochy w pierwszym kwartale przyszłego roku potrzebują 350 mld euro. Potrzebne będą kolejne zrzutki, zwłaszcza że zapowiedziano, iż dalszego umarzania długów wobec banków, jak to zrobiono w ostatnim planie ratunkowym dla Grecji, nie będzie. Unia fiskalna pozwoli w ten nieprzyjemny obowiązek wciągnąć innych i rozłożyć ciężary na większą grupę krajów. Ze wspomnianych 200 mld euro jedną czwartą mają być obciążone kraje spoza strefy. Udział ma wynikać z potencjału gospodarczego. Najprawdopodobniej będzie zastosowany algorytm wykorzystany już wcześniej przy wyliczaniu składki do Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. W 75 proc. bierze się pod uwagę wielkość PKB, a w 25 proc. – liczbę ludności. Przy jednym i drugim wskaźniku Polska jest największym podmiotem w gronie potencjalnych aspirantów do euro.</p>
<p><strong>Zastaw się, a postaw się</strong></p>
<p id="p">Premier Donald Tusk zaakceptował te warunki naszego uczestnictwa w proponowanej unii fiskalnej. W tej sytuacji istotę polskiego położenia właściwie charakteryzuje staropolskie powiedzenie: zastaw się, a postaw się. Opierając wyliczenia na wielkości PKB poszczególnych krajów z 2009 r., z 50 mld euro Polska będzie musiała wyłożyć od 12,5 do 21,5 mld euro. Wszystko zależy od tego, czy w tym gronie ostatecznie znajdą się też Szwecja, Czechy i Węgry. Ale nawet w najbardziej optymistycznym wariancie trzeba będzie z polskiego systemu finansowego wyprowadzić ok. 55 mld zł, czyli ponad 20 proc. wszystkich rocznych wpływów podatkowych do budżetu państwa. Być może kiedyś one wrócą, ale nie wcześniej niż za 5-10 lat. Aby podołać temu zadaniu, rząd będzie musiał przyspieszyć wprowadzanie restrykcyjnych reform oraz ściągnąć dodatkowe środki z prywatyzacji np. energetyki. Tym bardziej że nasz dotychczasowy deficyt z 5,6 proc. będzie musiał być zmniejszony do 3 proc., co oznacza zmniejszenie wydatków o kolejne ok. 30 mld zł rocznie. Ale najgorsze, że inwestujemy w ciemno, bez żadnej pewności, że to przyniesie jakiekolwiek korzyści w przyszłości.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku &#8222;Niedziela&#8221; nr 52/2011</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=993</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nord Stream-symbol nowego porządku</title>
		<link>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=985&#038;utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=nord-stream-symbol-nowego-porzadku</link>
		<comments>http://www.boguslawkowalski.pl/?p=985#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Jan 2012 21:40:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>
		<category><![CDATA[Nord Stream]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.boguslawkowalski.pl/?p=985</guid>
		<description><![CDATA[Otwarcie Gazociągu Północnego zostało w Polsce przemilczane. Nasze media i elity polityczne zajęte były rozliczeniami powyborczymi oraz układaniem rządu. To milczenie można by uznać za właściwe, wszak mamy tu do czynienia z jedną z największych porażek polskiej dyplomacji, a nawet szerzej – polskiej polityki w ostatniej dekadzie, i nie ma<a class="post-readmore" href="http://www.boguslawkowalski.pl/?p=985"> (&#8230;) </a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p><strong>Otwarcie Gazociągu Północnego zostało w Polsce przemilczane. Nasze media i elity polityczne zajęte były rozliczeniami powyborczymi oraz układaniem rządu. To milczenie można by uznać za właściwe, wszak mamy tu do czynienia z jedną z największych porażek polskiej dyplomacji, a nawet szerzej – polskiej polityki w ostatniej dekadzie, i nie ma czym się chwalić. Wydarzenie to bowiem przypieczętowało nowy układ sił w Europie, z malejącą pozycją naszego kraju. Dyskusja o tym powinna więc być w centrum debaty publicznej i stać się punktem wyjścia do przewartościowania polskiej polityki, aby skuteczniej prowadziła ona do ochrony naszych narodowych interesów.<a href="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/gazociąg-płn.-otwarcie.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-987" title="gazociąg płn. otwarcie" src="http://www.boguslawkowalski.pl/wp-content/uploads/2012/01/gazociąg-płn.-otwarcie-300x181.jpg" alt="" width="300" height="181" /></a></strong></p>
<p><strong>Czy można było temu zapobiec?</strong></p>
<p id="p">Umowa o budowie została podpisana 8 września 2005 r. przez niemieckie koncerny energetyczne E.ON i Wintershall, z udziałem holenderskiej firmy Gasunie (potem dołączył jeszcze francuski GDF Suez) oraz rosyjski Gazprom. Odbywało się to pod auspicjami ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina i lewicowego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Do zbliżenia między Berlinem a Moskwą doszło w związku z podziałem krajów UE na zwolenników i przeciwników interwencji amerykańskiej w Iraku. Dwa tygodnie później SPD przegrała wybory i do władzy doszła prawicowa koalicja CDU/CSU. Rząd Angeli Merkel prezentował zdecydowanie bardziej proamerykańskie nastawienie niż poprzednia ekipa i początkowo był bardzo krytyczny wobec projektu budowy gazociągu na dnie Bałtyku.<br />
Polska zdecydowanie sprzeciwiała się temu projektowi. Ówczesny minister obrony narodowej Radosław Sikorski zasłynął wypowiedzią, że jest to drugi pakt Ribbentrop-Mołotow. A polska kontrofensywa odnosiła momentami nawet pewne sukcesy, np. europosłowi PiS Marcinowi Libickiemu udało się przeforsować w Parlamencie Europejskim rezolucję potępiającą budowę gazociągu. Silnym argumentem było zagrożenie skażeniem środowiska. Z tego powodu kraje skandynawskie początkowo nie zgadzały się na przeciągnięcie rury przez ich wody terytorialne. Ale to wszystko zostało przełamane i, zgodnie z planem, 8 listopada 2011 r. gaz popłynął pierwszą nitką Gazociągu Północnego.</p>
<p><strong>Wśród serdecznych przyjaciół…</strong></p>
<p id="p">Strona niemiecka przyznaje, że gazociąg przez Bałtyk jest sprzeczny ze strategicznym interesem Polski. Można o tym przeczytać np. w raporcie związanej z CDU Fundacji Konrada Adenauera „Spór o gazociąg przez Bałtyk. Zagrożenie czy konieczna poprawa bezpieczeństwa energetycznego?”, opublikowanym w języku polskim i niemieckim. Jego autorem jest Stephan Raabe, dyrektor oddziału Fundacji w Polsce. Czytamy w nim: „(…) rurociąg pod wieloma względami pozostaje w wyraźnej sprzeczności z polskim interesem: Polska straci na znaczeniu jako kraj tranzytowy rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej. Gazociąg Nord Stream udaremni realizacje alternatywnych projektów Jamał II i rurociągu Amber. Jednocześnie Polska nie spodziewa się żadnych korzyści ekonomicznych z tytułu realizowanego projektu, gdyż jako kraj nie uczestniczy w tej transakcji. Co więcej, konflikt z Rosją mógłby wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo energetyczne Polski”. A więc politycy niemieccy doskonale wiedzą, co dla nas oznacza realizacja tego projektu. A mimo to doprowadzili do jego realizacji. Dodatkowo poprowadzili rurę tak, że zablokowali rozwój portów w Szczecinie i Świnoujściu.<br />
Polskiej dyplomacji nie udało się zorganizować grupy państw poszkodowanych przez nowy gazociąg. A uderza on bezpośrednio także w interesy krajów nadbałtyckich i Białorusi, a pośrednio także Ukrainy i Słowacji. Najboleśniejszym doświadczeniem jest jednak brak skutecznego wsparcia ze strony USA, Wielkiej Brytanii i Szwecji. A przecież to wspólnie ze Sztokholmem forsowaliśmy program Partnerstwa Wschodniego i razem mieliśmy równoważyć w naszym regionie Europy współpracę niemiecko-rosyjską. Również USA np. potrafiły znaleźć skuteczny sposób, aby zablokować przejęcie koncernu Opla przez niemiecko-rosyjskie konsorcjum, bo szkodziło to ich interesom gospodarczym. Dlaczego nie wstawiły się w obronie polskiego sojusznika tak zdecydowanie wspierającego Waszyngton w okresie irackiej interwencji?</p>
<p><strong>Nowy porządek</strong></p>
<p id="p">Autor wspomnianego opracowania w konkluzji stwierdza: „Współpraca z Rosją, krajem dysponującym zdecydowanie największymi zasobami gazu, leży niekwestionowanie w podstawowym interesie Unii Europejskiej”. I to jest istota zachodzących procesów. Zawirowania na światowej scenie gospodarczej zarówno Berlin, jak i Moskwa wykorzystują do ugruntowania swojej pozycji w najbliższym otoczeniu. Unia Europejska, która pierwotnie była pomyślana jako kaganiec na mocarstwowe zapędy Niemiec, poprzez kryzys strefy euro stała się narzędziem w rękach Berlina. Widać już, że program ratunkowy dla Grecji i innych krajów zagrożonych bankructwem doprowadzi do niemieckiej dominacji gospodarczej w strefie euro, m.in. poprzez wspólny tzw. rząd gospodarczy.<br />
Podobnie czyni Rosja. Zacieśnia integrację ekonomiczną z Kazachstanem i Białorusią, a wydaje się, że kwestią czasu jest dołączenie do tego grona Ukrainy. Prezydenci tych trzech pierwszych krajów podpisali w listopadzie kolejne umowy, które mają doprowadzić do pogłębienia integracji, w tym do powstania Eurazjatyckiej Komisji Gospodarczej, na wzór Komisji Europejskiej. Rozpocznie ona działalność 1 stycznia 2012 r. i będzie kierować Wspólnym Obszarem Gospodarczym obejmującym terytorium tych trzech państw. W tym samym dniu władzom na Kremlu udało się ostatecznie złamać opór Mińska i w zamian za kredyty oraz obniżkę ceny gazu Gazprom przejął pełną kontrolę nad tym odcinkiem gazociągu, który biegnie z Rosji na zachód przez Białoruś.<br />
Na naszych oczach powoli, ale konsekwentnie tworzą się dwa centra dominacji gospodarczej na Starym Kontynencie. Zachodnią część zaczynają kontrolować Niemcy, a wschodnią – Rosja. Zacieśniająca się współpraca między nimi, wydaje się, że przy cichej akceptacji USA, pozwala im nawzajem umacniać pozycję w swojej strefie wpływów i dyscyplinować mniejszych partnerów. Tak oto powstał nowy europejski koncert mocarstw.</p>
<p><strong>Bogusław Kowalski</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w tygodniku “Niedziela”, nr 50/2011, za <a onclick="_gaq.push(['_trackEvent','outbound-article','www.niedziela.pl']);" href="http://www.niedziela.pl/">www.niedziela.pl</a></p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.boguslawkowalski.pl/?feed=rss2&#038;p=985</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

